Pages

Jakiś czas temu nasza Weekendowa Piekarnia została zamknięta z powodów czysto życiowych.
Jedna z nas spełniła swoje największe marzenie i nie mogła dłużej poświęcać swojego czasu naszemu wspólnemu blogowi.
Obiecałyśmy sobie, że Piekarnia otworzy swoje drzwi pod warunkiem, że wszystkie trzy będziemy miały znowu czas
na jej prowadzenie.
Przyjaźń polega między innymi na tym, że jeśli ktoś bliski naszemu sercu żyje swoją pasją to cieszymy się razem z tą osobą z Jej szczęścia, nawet jeśli dzieje się to kosztem wspólnego przedsięwzięcia.

Pozdrawiamy Was ciepło!


Ala, Ewelina i Tatter

Tuesday, 16 March 2010

Przechowywanie zakwasu - suszenie

Czasem bywa tak, że musimy wyjechać, a nasz zakwas zostaje pozostawiony na pastwę własnych bakterii. Szkoda by było zmarnować to, co tak czule dokarmialiśmy i o co dbaliśmy, szczególnie jeśli nasz zakwas jest wiekowy. Co zrobić by pod naszą nieobecność zakwas zachował swój cały wigor?
Otóż najłatwiejszą metodą jest zasuszenie aktywnego zakwasu. Pierwszy raz spotkałam się z nią na stronie Mirabbelki i opiszę jak u mnie przebiega cały proces. Pamiętajcie, że najważniejszym krokiem jest prawidłowe wysuszenie naszych 'bakterii' - wtedy mamy pewność że nic złego się z nich nie wykluje. Ale po kolei.

Zawsze zasuszamy zakwas aktywny (czyli taki dokarmiony minimum 12 godzin wcześniej) i cienką warstwą rozprowadzamy go na pergaminie do pieczenia. Najłatwiej robi się to łopatką silikonową. Im cieńsza warstwa, tym mnij prądu zużyjemy :)
Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 20C (maksymalna temperatura to 30C inaczej nasz zakwas upieczemy i nic z niego nie zostanie), wkładamy do niego pergamin z naszym zakwasem i suszymy. 
Suszenie powinni zamknąć się w czasie 2-3 godzin. Wysuszony zakwas będzie odchodził płatami od pergaminu. 
Po wyjęciu z piekarnika dobrze jest zostawić go na jeden dzień w pokoju lub w kuchni, aby miał dostęp do świeżego powietrza, które dodatkowo go wysuszy.
Gdy już jesteśmy pewni, że zakwas jest suchy zdejmujemy go z pergaminu i rozdrabniamy na proszek. 
Chowamy do słoika, przykrywamy pokrywką i przechowujemy. Swoją drogą jestem ciekawa jak długo taki zakwas możemy w słoiku przechowywać? Proste prawda?

A zatem jak wysuszony zakwas ożywić?
Bardzo prosto. Bierzemy wagowo taką samą ilość naszego 'proszku' i ciepłej (nie gorącej) przegotowanej wody. Całość mieszamy na papkę i zostawiamy w ciepłym miejscu, aż zakwas zacznie pracować, podniesie się a na jego powierzchni pojawią się liczne bąbelki powietrza. Taki zreaktywowany zakwas dobrze jest dokarmić przez  kilka dni metodą podstawową, aż nabierze sił i będzie gotowy do użycia.

Kiedyś przeczytałam o innej metodzie zasuszenia zakwasu, a mianowicie o metodzie Bertineta. A wygląda ona tak:
Bierzemy 600g aktywnego zakwasu, dodajemy do niego około 500g mąki chlebowej i mieszamy. Ciasto będzie twarde, więc będzie wymagało to od nas nie lada wysiłku.
Tak powstałe 'ciasto' należy rozdrobnić (można posiekać nożem) na jak najmniejsze kawałki.
Posiekany drobno zakwas wysypujemy na dużą blachę wyłożoną pergaminem i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 30C.
Dalej postępujemy j/w.

Powodzenia!
TPM


To ja , Margot , się przyznam ,że nigdy jeszcze samodzielnie nie suszyłam zakwasu
Chyba w ramach eksperymentu i pakietu bezpieczeństwa trochę ususzę na czarną godzinę

Cześć Aluś, szybka jesteś :) Jeszcze słówko jedno ode mnie - taka forma zakwasu najlepiej sprawdza się gdy się przeprowadzamy do nowego miejsca.

16 comments:

  1. hm, dlaczego nie poczekałam ???
    ususzyłam zakwas na papierze, zostawiając go po prostu na szafce (nawet nie pamiętam na jak długo)właśnie wczoraj przypomniałam sobie o nim i schowałam go do słoika (w płatach, nie w proszku)

    ReplyDelete
  2. Mam duuuuużo zakwasu... Ususzę go sobie w takim razie, bo inaczej nie nadążę z dokarmianiem, a wylewać nie mam serca ;))
    Pozdrawiam :)

    ReplyDelete
  3. Jswm na pewno nic mu sie nie stalo :) Z tym rozdrabnianiem na proszek chodzi o to, ze taki latwiej pozniej ozywic. Platy ciezko by bylo wymieszac dobrze z woda. I ot cala tajemnica :) A wiesz co? Moze wlasciwie nie trzeba tracic pradu i wystarczy wysuszyc go na szafce wlasnie? Ciekwam co Tatter na to.

    Mafilka do boju! :)

    ReplyDelete
  4. Polcia - dobra robota! Dziekuje :D

    Suszem, suszem ;D Najczesciej suszenie przeprowadzam letnie pora, gdy w domu jest cieplo a za oknem slonce (odradzam dni pochmurne/deszczowe). Susze, zwyczajnie na kawalku pergaminu na slonecznym parapecie. Jesli warstwa jest cienutka, suszy sie taki zakwas w ciagu kilku godzin, doby najwyzej. Polecam ususzenie przynajmniej raz w roku, jesli nie zuzyjemy sami, mozna komus podarowac w ozdobnym sloiczku ;D Rekonstytuuje dokladnie tak jak Polcia napisala.

    ReplyDelete
  5. myślę o tym od jakiegoś czasu, bardzo mi się przyda taka instrukcja :) dobrze miec wysuszony zapas na wszelki-felki ;-)

    ReplyDelete
  6. Ha, Mirabelkowa metoda suszenia zakwasu jest idealna! Wyprobowalam 2-krotnie ponad pol roku temu, a teraz natchnelyscie mnie, ze wogole dobrze jest sobie troche zakwasu zasuszyc (na tzw. wszelki wypadek"). I tez suszylam na oknie, w niektorych czesciach swiata nawet nie trzeba na sloncu :D

    Pozdrowienia znad chleba z zaparka :-)

    ReplyDelete
  7. Ja też mam taką ususzoną porcyjkę tak na "jakby nie daj Bóg", jeszcze z niej nie korzystałam.
    Mój zakwas jest w małych kawałeczkach, nie rozdrobniłam go, właściwie nie wiem dlaczego...ale myślę że jakby go tak do młynka...
    Dobrze mieć taki awaryjny, np jak gdzieś wyjeżdżamy, lub w domu remont-demolka...
    Pozdrawiam nieocenione Grono Pedagogiczne!

    ReplyDelete
  8. Ja właśnie niedługo będę suszyć bo przeprowadzka tuż za rogiem.. :)

    ReplyDelete
  9. jak podhoduję jeszcze trochę, czyli bakterie będą jeszcze silniejsze, zasuszę "na wszelki wypadek"

    jak długo można go przechowywać?... ale widzę że i Wy zadajecie sobie/nam to pytanie

    może co pół roku wymieniać zapasy?

    ReplyDelete
  10. kiedy nowy chleb? :)

    Polko, przeprowadzka - a wiesz, że moja przeprowadzka też!? dziś majstrowie oświadczyli, że skończą do niedzieli, łącznie z montowaniem mebli, do środy!

    tylko kuchni brak; a była taka piosenka z refrenem, którą aż prosi się zanucić "i tylko mi ciebie brak, ciebie brak"

    ReplyDelete
  11. właśnie doczytałam, że Tatter doradzasz ususzyć raz w roku

    oki doki :)

    ReplyDelete
  12. jabłka, gruszki, albo i marchewkę, buraczki, krojone w plasterki też można suszyć na słońcu :)

    ReplyDelete
  13. Zgadza się :) I jak smakują! O niebo lepsze niż owoce z najlepszego sklepu!

    ReplyDelete
  14. Halo, ja tu po prośbie. Czy ktoś ma tyle suszonego zakwasu, że chętnie by się podzielił? Mój padł chłopak chyba z przewodnienia, a teraz nie mam szans na wyhodowanie kolejnego. Jakby ktoś chciałby mnie uszczęśliwić pod niebiosa, to proszę o info na maila. Nawet za opłatą :-)

    ReplyDelete
  15. melduję, że mój zakwas jest ususzony - na wszelki wypadek gdyby coś się stało z tym prowadzonym "na żywo" i leżakującym sobie w lodówce

    ReplyDelete